12 lip 2014

WHISPERS


Hej! Mam nadzieję, że jeszcze o nas nie zapomnieliście, ponieważ przychodzimy do  Was z kilkoma informacjami :D
Jak wiecie, istnieje druga część Burn, czyli Whispers. Z tłumaczeniem tego ruszymy 17 lipca (jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem), kiedy to dodam prolog.
II część ma jak na razie 41 rozdziałów i jest w trakcie pisania. W zakładce ‘rozdziały’ znajdziecie je wszystkie, wraz z tytułami.
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, śmiało piszcie w komentarzach, a na pewno na nie odpowiemy :)
Pozdrawiam! x
@another_camille

20 cze 2014

Epilog


♠ ♠ ♠


Rzędy więziennych cel ciągnęły się po obu stronach korytarza, szczelnie zamknięte parami białych drzwi z otworami zapieczętowanymi ciężkim szkłem akrylowym. Samotny oficer przechadzał się wzdłuż holu, sprawdzając każdą celę, by upewnić się, że ich mieszkańcy nadal się tam znajdują. Była już pora gaszenia świateł, a to była jego praca.
Podchodząc do ostatniej celi, otworzył ją i wszedł do środka, tak jak często to robił. Niósł w dłoni stertę książek dla swojego ulubionego więźnia. Chłopak siedział na łóżku, odwrócony do niego plecami. Jego blond głowa była nisko pochylona, z nosem w książce.
Policjant uśmiechnął się przyjaźnie. Ten chłopak zawsze był bardzo cichy i spokojny, i właśnie to sprawiało, że wolał go bardziej niż innych odbywających karę. W tym więzieniu niewielu było takich, którzy zachowywali się z takim spokojem i opanowaniem jak on.
- Trzymaj, kolego – powiedział, kładąc trzy, stare tomy na łóżku. Chłopak przekręcił odrobinę głowę, zerkając na nie, zanim całkowicie się odwrócił, z wdzięcznością błyszczącą w jego zielonych oczach. – Przyniosłem ci trochę więcej. Przebrniesz przez nie jak szalony.
- Cóż, nie ma tu nic innego do roboty – odpowiedział miło, zamykając książkę, którą właśnie czytał. – Czytanie utrzymuje mnie w ryzach.
- Słyszałem, że jeśli dalej będziesz się dobrze zachowywał, wcześniej zwolnią cię warunkowo.
Chłopak uśmiechnął się. – To dobra wiadomość. Dziękuję panu.
Oficer pokiwał głową i otworzył drzwi, przez które wyszedł. Zanim je za sobą zamknął, posłał mu zachęcające kiwnięcie. – Wyjdziesz stąd, zanim się tylko zdążysz obejrzeć, Leon.
Drzwi się zamknęły, a światła zgasły, ale para zielonych oczu jarzyła się w mroku jak u kota. – Dokładnie taki mam zamiar.

♠ ♠ ♠

cześć misiaki! x
ha, spodziewałyście się, że Leon się jeszcze pojawi? podejrzewam, że niemal każdy już o nim zapomniał, a tu proszę - ten ma się dobrze i jak zwykle coś kombinuje ;) ale nie ma co narzekać, na pewno sprawi, że będzie ciekawie ;)
jest to już epilog Burn, ale jak oczywiście wiecie, jest też druga część, którą wkrótce również zaczniemy tłumaczyć :) bardzo fajnie tłumaczyło nam się Burn i już nie mogę się doczekać Whispers! ;) mam nadzieję, że wy również i że zostaniecie z nami do końca, bo jesteście najlepszymi czytelniczkami na świecie! <3
wkrótce dodamy osobną notkę, w której wszystko dokładnie wytłumaczymy, jak to będzie z drugą częścią ;)
podzielcie się z nami wrażeniami, jak podobał się epilog!
pozdrawiam! x
@another_camille

jeśli dałyście radę przebrnąć przez całą część Burn, proszę, ujawnijcie się, dajcie jakiś znak, że jesteście z nami :) to wiele dla nas znaczy.

14 cze 2014

47: 'Burn'

przeczytajcie notkę pod rozdziałem :') 

♠ ♠ ♠

Just gonna stand there and watch me burn?
That's alright because I like the way it hurts.
- Love The Way You Lie, Eminem ft. Rhianna

  Lato wisiało w powietrzu, a ciepło rozlewało się na tyłach ogrodu Rae. Na niebie nie było ani jednej chmurki, za to pokrywał je silny i dumny odcień niebieskiego, co wszyscy podziwiali. Zapach hamburgerów i innych grillowanych produktów unosił się nad głowami zebranych, a w basenie można było zauważyć kilka plusków.
Louis spojrzał za siebie, tym samym odwracając wzrok od grilla, aby ujrzeć Harry’ego i Liama, którzy splątani spadają do basenu, w akompaniamencie wrzasku. Rae pokręciła głową z niedowierzaniem, a następnie otworzyła piwo, przekazując go chłopakowi, zajmującemu się grillem. Potrząsnął głową, akceptując alkohol.
Trystan wykrzykiwała groźby w kierunku Nialla, który groził jej, że weźmie ją jako prezent urodzinowy, a ona zażądała szacunku w jej urodziny, nalegając że nie musi w to wchodzić. Rae uważała, że to komiczne.
Miesiąc. Rae ledwo była w stanie pojąć, jak w jeden miesiąc wszystko powoli poskładało się do kupy. Gwałtowne epizody Harry’ego były nieliczne, nie spoglądał często w stronę alkoholu, a Rae nie stanowiła przyczyny jego gniewu od tamtej, pamiętnej nocy. Już dłużej nie była lontem, który odpalał złość, nie ona ją wywoływała. Aktualnie Rae była klejem, który trzymał Harry’ego w całości i pozostali byli tu, aby upewnić się, że wszystko działa sprawnie. Stali się jedną, małą i dziwną rodziną.
- Dlaczego tak się uśmiechasz? – Louis spytał Rae, przerzucając smażonego burgera. Spojrzała na niego, mrużąc oczy, z powodu jego impertynenckiego tonu. Louis miał popracować nad swoim talentem, do brzmienia sukowato, ale najwidoczniej mu się nie udało. Bogaty gnojek. – Cóż, tak właściwie, to obnażasz zęby, ale ‘uśmiechać’ to miłe słowo.
- Nie obnażam swoich zębów. – Broniła się, uderzając go w ramię. Oddał jej, starając się przerzucić resztę grillowanego jedzenia, kiedy ta pacnęła go jeszcze kilkakrotnie. To była codzienna rutyna. – Chciałbyś mieć taki uśmiech.
- Oczywiście.
- Tak czy inaczej – powiedziała dramatycznie, obserwując, jak Harry wychodzi z basenu. – Uśmiechałam się ze względu na nas. Nasza mała... rodzina, szczerze, brzmi zbyt właściwie. Nasza grupa-
- Kretynów? – zaproponował Harry, podchwytując rozmowę. Brunetka posłała mu wątpliwe spojrzenie, na co on zrobił śmieszną minę, tworząc ze swoich oczu zeza i przysuwając ją do swojej mokrej klatki piersiowej, przez co pisnęła. – Wyglądasz trochę za sucho, przepraszam.
- Hm, to smutne, że to jedyny sposób, w jaki możesz sprawić, że będę mokra.
Louis wybuchnął śmiechem, klaszcząc w dłonie. Harry odsunął się, patrząc w dół na Rae, przepełniony bardzo figlarnym spojrzeniem. Zacisnęła usta w uśmieszku, starając się nie śmiać. – Jesteś kłamcą, panienko Bastian.
- Musiałabym być nudna, jeżeli bym nim nie była.
- Jesteś daleko od nudnej – obiecał, pochylając się i przyciskając swoje usta do jej. Rae odwzajemniła pocałunek, kładąc dłonie na jego silnej klatce piersiowej dla wsparcia i zachwycając się posmakiem mięty w jego ustach, pozostawionym przez gumę, którą żuł wcześniej. Smakowało idealnie, jak zawsze zresztą. Odsuwając się, na ustach Harry’ego pojawił się uśmiech, kiedy nadal trzymał ją mocno w pasie. – Wiesz, że później zapłacisz za ten komentarz?
Uśmiechnęła się złośliwie. – Taki był plan.
- Fuj – Louis jęknął, wymachując w ich kierunku szpachelką, kręcąc głową i starając się zasłonić uszy. – Proszę, pójdźcie porozmawiać o swoich seksualnych doświadczeniach gdzie indziej. To było na tyle złe, że już myślałem, jak będę musiał wyjaśniać policji, dlaczego was kurwa zamordowałem tej nocy.
Harry i Rae roześmiali się równocześnie, a brunetka owinęła swoje ramiona wokół brzucha chłopaka, kładąc głowę na jego piersi. Rae idealnie pasowała do ciała Harry’ego, jakby byli zamkiem i kluczem. – Jeśli dobrze pamiętam, to jest mój dom.
- Jeśli dobrze pamiętam. – Louis naśladował ją, posyłając złośliwe spojrzenie. – Istnieją wynalazki, zwane kneblami lub poduszkami. To tak naprawdę zależy od rodzaju perwersyjności, którą chcecie.
- O czym ty do cholery mówisz? – zapytał Zayn, podchodząc i wpatrując się wygłodniałym wzrokiem w jedzenie, które było prawie gotowe. Posłał wszystkim dziwne spojrzenie. – Chcecie trójkąt?
- TAK! – krzyknęła Rae, wyrzucając rękę w powietrze, w tym samym czasie, kiedy Louis i Harry odpowiedzieli negatywnie. Oboje spojrzeli na nią, a ona spojrzała na nich niewinnie. – Nie? Dobra, nieważne. Pieprzyć to.
- Jesteś idiotką. – stwierdził Louis.
- Największą. – Harry zgodził się, po czym rozmowa została przerwana przez dzwonek jego telefonu. Spojrzał na stół, gdzie znajdowało się urządzenie, a następnie puścił Rae, aby odebrać. Jego brwi wykrzywiły się w zaskoczeniu. – Mamo. Przypuszczam, że powinienem odpowiedzieć...
Harry odszedł, a Rae obróciła się w stronę Louisa i Zayna, posyłając im uśmiech.
- Nie martwisz się? – zapytał ten drugi, kiwając głową w stronę Harry’ego, który rozmawiając przez telefon, udał się na koniec ogrodu. Rae spojrzała na niego. – To jego matka, mimo wszystko.
- Nie – odpowiedziała, odwracając się i wzruszając ramionami. – Po tym wszystkim, przez co przeszliśmy, kłótnie rodzicielskie są niczym. To będzie dobry test dla jego cierpliwości, tak myślę.
Zayn uśmiechnął się, potrząsając głową. – Na pewno trudno jest cię ściągnąć na dno.
Kiedy Louis skończył grillować jedzenie, przełożył je na talerze, kładąc na stole. Liam wyszedł z basenu, chcąc dołączyć do reszty. Wszyscy zajęli miejsca, nie martwiąc się o Harry’ego, który nadal rozmawiał przez telefon. Tak długo, jak nie zacznie rzucać swoimi rękoma, czy krzyczeć, nie zamierzają się wtrącać.
Kiedy jedli i pili, Rae kątem oka, ostrożnie zerkała w stronę Harry’ego, ale równocześnie się cieszyła. Była miło zaskoczona, kiedy odkryła, że Louis jest doskonałym kucharzem, co było dobre, bo Trystan nie należała do najlepszych w gotowaniu.
Nagły ruch przykuł uwagę Rae, przez co spojrzała w stronę swojego chłopaka i zauważyła, że zmierza on w ich kierunku, a jego twarz zdobi dziwny wyraz. Odłożyła hamburgera, a następnie wytarła palce i usta, przeżuwając jedzenie i ruszając w stronę Harry’ego, aby wyjść mu w połowie drogi. Przełykając resztki pokarmu, przypatrywała się jego twarzy, chcąc sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
- Czuję się dobrze – powiedział, śmiejąc się lekko, gdy badała go tak wzrokiem. Tego popołudnia, jej oczy topiły się w odcieniu zieleni morskiej piany. – Krótko mówiąc, moi rodzice się rozwodzą. – Brunetka zamrugała zdziwiona, odchylając się lekko. Nie spodziewała się tego. – Moja mama była tą, która zadzwoniła... była bardzo smutna, tak myślę. Powiedziała, że wie, że przeprosiny znaczą tyle co nic, po latach, kiedy nie zachowywała się jak matka.
- Powiedziała tak?
- Używając większej ilości słów, tak. – Oblizał wargi, patrząc na nią nerwowo. – Chciałaby powoli wszystko naprawić. Wie, że nie może nadrobić tego czasu, który straciliśmy, ale nie chce być dla mnie dłużej kimś obcym.
Rae milczała, analizując to wszystko, o czym przed chwilą się dowiedziała. To całkowicie zbiło ją z tropu. Ale to, co ją najbardziej uderzyło, to fakt, że nie było złości w głosie Harry’ego, żadnego bólu, czy irytacji. Po prostu poczucie nadziei. – Myślisz, że to się uda?
Wzruszył ramionami, a następnie przesunął palcami po dolnej wardze, zastanawiając się nad tym wszystkim. Rae zauważyła, że robił tak często, kiedy intensywnie o czymś myślał. – Mówiąc szczerze, nie mam pojęcia. Ale myślę, że się nie dowiem, dopóki nie spróbuję, tak?
Przez chwilę patrzyła na niego. Tak wiele uczuć kłębiło się wokół niej, kiedy widziała Harry’ego przepełnionego nadzieją. Jej miłość do niego rozwinęła się, jak skrzydła anioła i wszystko, co była w stanie zrobić, to rzucić się do przodu i przycisnąć swoje usta do jego.
Harry uśmiechnął się przez pocałunek, trzymając dziewczynę blisko siebie i poruszając powoli wargami. Ogień przechodzący przez jej usta, rozprzestrzenił się na całym ciele. To było tak, jakby płomienie tańczyły po jej skórze, a wszystkie pochodziły od chłopaka, znajdującego się naprzeciwko niej.
Pocałunki Harry’ego nauczyły Rae dużo. Nauczyły ją, że prosty pocałunek może skraść oddech z płuc, że uczucie jego warg przeciwko jej, zawsze będzie ją szokować. Nigdy nie potrafiła zrozumieć sposobu, w jaki jego powolne pocałunki powodowały, że czuła wszędzie dreszcze lub sposobu, w jaki przyciągał ją do siebie, starając się, aby była tak blisko niego, jak tylko to możliwe.
- Kocham cię – szepnął, przyciskając czoło do jej.
- Ja też cię kocham.
Miłość do Harry’ego nauczyła Rae jeszcze więcej. Nauczyła ją, że nie zawsze wydobędziesz z kogoś to, co najlepsze. Czasami można wydobyć zarówno najlepsze, jak i najgorsze oraz że każdy człowiek ma wewnątrz potwora, choć najczęściej jest on uśpiony.
Miłość to kapryśne uczucie. To coś przez co ludzie zabijają, kradną, umierają i walczą oraz przysięgają na to. Rae aktualnie żyje tym, oddycha tym i czuje to. I chciałaby, aby tak było już na zawsze.
Miłość to największa lekcja życia, sama w sobie i wiedziała, że już nigdy nie przestanie się uczyć.
Jednak największą lekcją, było to, że miłość jest jak ogień. Rozprzestrzenia się szybko i jest piękna dla oka. Ogrzewa w najzimniejsze noce i jest światłem w ciemności, co pomaga ci widzieć. Ale miłość jest także niebezpieczna i może zaszkodzić. Miłość może spalić, jeżeli nie jest pod opieką. Jednak może też się wypalić.

Ale Rae wiedziała jedno, a mianowicie: Ich płomień nigdy nie umrze. Będą płonąć nadal.

♠ ♠ ♠

siemka maluchy! xx
czuję się okropnie z myślą, że to już ostatni rozdział burn, jaki tłumaczę. strasznie przywiązałam się do tego opowiadania i moje serce aktualnie pęka. nie pociesza mnie nawet myśl, że to nie koniec. bo już niedługo przecież ruszamy z drugą częścią! yeeah.
pewnie jesteście ciekawi jak to będzie wyglądać? otóż, w tygodniu, albo w następny weekend, Kamila doda epilog, który jest strasznie krótki i jest zarazem zapowiedzią drugiej części. następnie postaramy się dodać jeszcze taką notkę, gdzie dokładnie wszystko napiszemy, abyście nie mieli wątpliwości. same dokładnie nie wiemy, jak to będzie wyglądać, ale na tę chwilę mogę wam tylko napisać, że chcemy sobie zrobić małą przerwę. chcemy uporządkować wszystko, poprawić rozdziały i zamknąć etap burn, aby bez problemu móc przejść do whispers. poza tym zaczynają się wakacje i też chcemy odpocząć, a ja jeszcze muszę ogarnąć wszystko co związane z tą rekrutacją (a jestem w tym temacie zielona) oraz jadę spełnić swoje największe marzenie i pewnie będę się po tym zbierać przez kilka miesięcy lolz w każdym razie - postaramy się jak najszybciej dać wam znać, kiedy ruszamy z whispers :') więcej informacji napiszemy po dodaniu epilogu.

dziękuję, że byliście z nami przez te kilka miesięcy! mam nadzieję, że zakochaliście się w burn tak samo jak my i że zostaniecie z nami, aby śledzić dalsze losy Harry'ego i Rae. kochamy Was! <3

wasza,
@yo_payno xx

7 cze 2014

46: 'Enough'


♠ ♠ ♠

I'll be your crying shoulder,
I'll be love's suicide
I'll be better when I'm older,
I'll be the greatest fan of your life.
- I'll Be, Edwin McCain


  Poranek był ciepły, a słońce świeciło jasno, więc Rae użyła dłoni, by osłonić oczy, gdy szła do samochodu Harry’ego. Zatrzymała się w połowie kroku i zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła jak Lily macha do niej z tylniego siedzenia, co naprawdę ją zakłopotało. Mieli iść dzisiaj na randkę, a tu Lily siedzi z tyłu.
Harry posłał jej szeroki uśmiech z miejsca kierowcy, pochylając się i otwierając jej drzwi od środka. Rae powoli weszła do auta, zwężając oczy, zanim odwróciła się i powitała Lily wielkim uśmiechem, wyciągając rękę i ściskając jej udo.
Z powrotem się wyprostowując, dokładnie przyjrzała się Harry’emu, który uśmiechał się do siebie, gdy zaczął prowadzić. – Czy porwanie mojej małej kuzynki jej częścią twojego świetnego planu? – zapytała, skupiając się na widoku przed nią. – I moja ciotka tak po prostu pozwoliła ci ją zabrać?
- Oczywiście, że tak – odpowiedział, patrząc się na drogę i odchylając do tyłu, kompletnie zrelaksowany. W samochodzie leciała stacja z muzyką pop, czyli czymś, czego nigdy nie słuchał. Rae domyśliła się, że to po to, by zapewnić Lily rozrywkę. – Twoja ciocia mnie uwielbia, mimo tego, co możesz sobie myśleć.
- Hmm. – To prawda, mama Lily lubiła Harry’ego, głównie dlatego, że dziewczynka była nim kompletnie oczarowana. To miłe, że Lily była tak kimś przejęta. – Przypuszczam, że muszę ją przed tobą ostrzec.
- Czyżby?
Wyszczerzyła się. – Tak.
Rae zrelaksowała się, pozwalając Harry’emu jechać, dokądkolwiek zmierzali. Okazało się, że zabiera je do parku, co wywołało uśmiech na jej twarzy. Lily niewątpliwie kochała park i zawsze miały tam najlepsze przekąski.
Wychodząc z auta, Harry wziął odpowiedzialność za wzięcie Lily na barana, woląc nieść ją, mimo że równie dobrze mogła iść sama. Zawsze lubił traktować ją młodziej niż naprawdę była, Rae zawsze śmiała się z tego faktu.
- Rozpieszczasz ją – drażniła się, trącając dziewczynkę po bokach, sprawiając, że zaczęła się śmiać. Lily schowała twarz w zagłębieniu szyi Harry’ego, przez co ten się uśmiechnął. Wyglądał na nadzwyczaj szczęśliwego, za każdym razem, gdy był z małą. W pewnym sensie stał się jej rodziną. – Ale to nic, ja też to robię.
Ich trójka szła przez park, aż dotarli do tej części, gdzie umieszczony był plac zabaw. Harry powiedział Rae, by chwilę poczekała, podczas gdy on zabrał Lily na plac i poszli na ślizgawkę, śmiejąc się dziko, gdy ją gonił.
Rae obserwowała ich z ławki, wzrokiem śledziła każdy ich ruch, a jej usta same formowały się w uśmiech. Sposób, w jaki z nią się dogadywał, był piękny, a ona mogła sobie tylko wyobrazić, jakim ojcem będzie pewnego dnia. Ale najpierw musiał popracować nad swoją agresją.
Już wczoraj poszedł na swoje pierwsze spotkanie dotyczące technik radzenia sobie ze złością. Mimo, że wyszedł stamtąd nieco sfrustrowany i roztrzęsiony, to powiedział, że było inaczej niż sobie to wyobrażał i chce dać temu szansę. Rae była z niego niezwykle dumna.
Kiedy Lily zaczęła bawić się z innymi dziewczynkami, Harry zostawił ją i przytruchtał do Rae, siadając obok niej na ławce i nieco zarzucając rękę na jej ramiona. Nie trzymał jej przy boku, ale przez sposób, w jaki siedzieli, było jasne, że tak jakby byli razem.
- Uwielbiasz ją – skomentowała Rae, nie ogłaszając tego jako pytanie. Spojrzała na Harry’ego, którego zielone oczy skupione były na małej dziewczynce. Pokiwał głową. – Oczywiście, jak każdy.
Wzruszył ramionami. – Przypomina mi dziewczynę, która kiedyś była moją sąsiadką – wyjaśnił, uśmiechając się, kiedy Lily zjeżdżała po ślizgawce. Rae również się uśmiechnęła. – Bawiliśmy się razem. Ale nigdy nie miała porządnej rodziny i kiedy się przeprowadzili, gdzieś w sercu wiedziałem, że będzie dorastać z rodzicami takimi jak moi. Myślę, że ja po prostu… chcę się upewnić, że Lily będzie miała w swoim życiu wielu ludzi.
Rae dotknęła lekko jego dłoni, zwracając na siebie jego uwagę. – Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać, wiesz?
Wyszczerzył się i pochylił w jej kierunku, by zostawić pocałunek na jej policzku. – Wiem.


*

Doktor Richard Bastian nigdy by nie przypuszczał, że z oddali zobaczy Rae w parku. Wręcz przeciwnie, wyruszył dzisiaj na poranny bieg, mimo że nie robił tego często. Zwolnił tempo, gdy zobaczył siedzącą na ławce Rae- wszędzie poznałby tę fryzurę. I wtedy jego wzrok powędrował od jego córki do wysokiego chłopaka, którego od razu poznał, a był to Harry.
Najpierw, doktorowi Bastianowi przyszło na myśl, żeby podejść tam i im przerwać. Ale potem minęła mu ta reakcja i niezrozumiały wyraz wkradł się na jego twarz, gdy patrzył jak Harry wspina się na pole zjeżdżalni i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że siedzi przed nim Lily.
Przez trzydzieści minut, znajdując się w absolutnym szoku, ojciec Rae stał tam i patrzył jak chłopak Stylesów bawi się z jego siostrzenicą. Przez długi czas, nigdy by nie pomyślał, że ktoś taki jak Harry kiedykolwiek ujawni swoje łagodne oblicze. Z Lily, Richard mógł dostrzec jaki delikatny on był.
Wprawiony w osłupienie, kontynuował gapienie się, gdy Harry dołączył do jego córki na ławce. Mimo, że nie mógł zobaczyć twarzy Rae, jej postawa i ruchy  były czymś, z czym był zaznajomiony.
Nienawidził tego, że musiał przyznać, że być może się mylił i zaczął dostrzegać, jak szczęśliwa była ze sobą ta dwójka. Nie liczyło się to, jak bardzo próbował udawać, że tego nie widzi, ale teraz jego serce nie mogło już zaprzeczyć, że siedząc na ławce, ta dwójka była najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.
Zwilżając usta, powoli kierował się w ich stronę, celowo stawiał ciężkie kroki. Był bardzo zawstydzony i nieco speszony, gdyż wiedział, co zamierza im powiedzieć. Dorosłemu facetowi ciężko było przyznać się do błędu. Ale jeszcze trudniej było, jeśli chodziło o twoje dziecko.
Kiedy był już wystarczająco blisko, odchrząknął. Rae od razu wyłapała ten dźwięk, odwracając się w jego stronę. Jej oczy, tak jak i jego, były rozszerzone, a na jej czole pokazała się bruzda. – Tata?
Zawahał się przez moment, gdy szukał odpowiednich słów. – Dzień dobry, poszedłem pobiegać… i… zobaczyłem was – jego oczy przeniosły się na Harry’ego, który patrzył na niego z pustym wyrazem twarzy. Nie wyglądał na złego, ani na zakłopotanego. Wyglądał po prostu, jakby akceptował tą sytuację i nie zamierzał wywierać żadnego nacisku. – Dzień dobry, Harry.
Oboje, Rae i Harry, zamrugali w zaskoczeniu. – Dzień dobry, proszę pana.
- Lily wydaje się bardzo cię lubić.
Uśmiechnął się nieco, kiwając głową. – Taa, myślę, że właśnie tak jest.
- Cóż, ona ma bardzo dobre wyczucie charakteru. Podejrzewam, że ma to po Rae. Bo z pewnością nie po mnie.
Przez chwilę, Rae i Harry wahali się. Ale potem szeroki uśmiech rozciągnął się na ustach Rae, gdy zrozumiała jego słowa akceptacji. Światło, które rozbłysło w życiu jego córki w tym momencie było jaśniejsze niż kiedykolwiek widział.
Rae spojrzała na Harry’ego i wyraz uwielbienia i miłości obmył jej rysy twarzy, a było to coś, co Richard widział tylko raz. Było tak, gdy jego żona patrzyła na niego. Jakby cały świat  mógł stać w płomieniach, tak długo, jak z nim było wszystko w porządku. Właśnie tak Rae patrzyła na Harry’ego. A on tak samo to odwzajemniał.
Poczucie nieobecności jego żony uderzyło w niego przez chwilę, gdy obserwował jak dwoje młodzieńców wymienia słowa bez odzywania się na głos. Tylko raz poznał, jak to jest być w takiej miłości. Ale w głębi serca wiedział, że jest to wszystko, czego chciał dla swojej ukochanej córki, tej jednej rzeczy, która wnosiła radość do jej życia. Chciał dla niej miłości, kogoś, kto będzie o nią walczył.
Richard wiedział, że Harry Styles będzie kochał Rae do końca swoich dni. I to wystarczało.

♠ ♠ ♠

cześć misiaki! x
ojciec Rae w końcu się przekonał do Harry'ego! yay! teraz musi już być dobrze :3
jak czujecie się z tym, że za 3 tygodnie wakacje? :D bo ja już się nie mogę doczekać, jestem tak mega zmęczona tą szkołą, że tylko czekam na moment, aż będę mogła porządnie odpocząć ;) dla mnie najcięższy będzie najbliższy tydzień, bo mam cały zawalony sprawdzianami. 'co tam, że już prawie koniec, dowalmy im tyle, że się nie pozbierają!' ;x a jak u Was? dajcie znać, jakie macie wrażenia po rozdziale :)
pozdrawiam! x
@another_camille


40 komentarzy = nowy rozdział

31 maj 2014

45: 'Figuring Things Out'


♠ ♠ ♠

Hey young blood
Doesn't it feel like our time is running out?
I'm gonna change you like a remix
Then I'll raise you like a phoenix
- The Phoenix, Fall Out Boy


  Liam i Niall prowadzili Harry’ego do samochodu, niosąc go po schodach. Brunet nie był w stanie chodzić o własnych siłach, nawet jeśli przysięgał, że może zrobić to sam. Zayn trzymał otwarte drzwi, aby mogli przejść razem z Rae, która milcząc, szła za nimi i Louisem, który zbierał wszystko, co wypadło z kieszeni Harry’ego. Wyglądało to tak, jakby wszystko od siebie odpychał.
Po dojechaniu do mieszkania Rae, chłopcy posadzili Harry’ego na kanapie, a on po prostu się tam położył, zbyt nietrzeźwy, aby coś zrobić. Brunetka mruknęła szybkie ‘dziękuję’, spiesząc do kuchni po kosz na śmieci.
Wracając do salonu, Trystan zrobiła trochę miejsca dla Harry’ego, aby mógł w spokoju przetrwać w nocy. To było jasne, biorąc pod uwagę stan, w którym się znajdował, że nie poruszy się nawet o centymetr. Rae udała się do chłopców, przytulając mocno każdego z nich, chcąc w ten sposób podziękować. Nie potrafiła wyrazić swojej wdzięczności poprzez słowa, ale była pewna, że widzieli to w jej oczach. Kiedy wydawało się, że nie ma już nic do zrobienia, ulotnili się, mówiąc brunetce, żeby zadzwoniła, gdy tylko będzie czegoś potrzebować. Louis i Niall zostali. Ten drugi dlatego, bo stwierdził, że nie będzie czuć się komfortowo, jeśli tak po prostu wyjdzie, więc udał się do pokoju, w którym po raz pierwszy spał Harry. Louis zaś poszedł do sypialni Trystan, mrucząc ciche ‘dobranoc’ przed wyjściem z salonu.
Siadając na oparciu krzesła, Rae spojrzała na Harry’ego, owiniętego w koc. Przez chwilę jego oczy były zamknięte, ale potem uchylił swoje powieki, tak, że mogła zobaczyć jego zielone tęczówki. Skrzywiła się, wiedząc, co się święci, kiedy pochylił się nieco, zwracając do kosza.
Przesunęła delikatnie palcami po jego włosach, bardzo cicho szepcząc słowa pociechy. Czuła, jak drży pod jej dłońmi, kiedy zwymiotował po raz kolejny, prawie się dławiąc. Rae zamknęła oczy, nie mogąc patrzeć, jak zmaga się z tym atakiem.
Choć wyczerpana i bardzo zmęczona, żeby coś z tym zrobić, była zła na Harry’ego. Był tak głupi, aby pójść i zrobić to, co zrobił. To nie miało znaczenia, że był zły. Nigdy nie powinien... nie potrafiła sobie wyobrazić, co mogłoby się stać, gdyby Sean coś mu zrobił, nafaszerował narkotykami, albo zniszczył psychicznie.
Łapiąc powietrze, brunet z powrotem położył się na kanapie, wbijając w nią paznokcie, jakby od tego zależało jego życie. Pochylając się, Rae chwyciła butelkę wody i szmatkę, ocierając nią usta chłopaka, a następnie odkręcając korek i wręczając mu napój. Wziął mały, dziecięcy łyk, starając się nie pobudzić swojego żołądka.
Przez dłuższy czas między nimi panowała cisza. Rae nie miała mu nic do powiedzenia, przynajmniej nie wtedy, kiedy wymiotował. Więc milczała, masując lekko jego włosy i próbując go pocieszyć, chociaż była zła. Nie potrafiła jednak pokazać swojego gniewu, kiedy tak bardzo cierpiał.
- Nienawidzisz mnie? – wyszeptał po chwili, jego głos był przepełniony emocjami. Przytulał do siebie butelkę wody, a jego oczy zatrzepotały zamknięte, ukrywając ich zielony kolor.
- Nie – powiedziała cicho, patrząc na niego. Pomyślała, że wygląda zupełnie jak anioł, pomijając fakt, że był pijany i chory z tego powodu. Nie, wyglądał pięknie, bez względu na to. – Nie nienawidzę cię.
- Ale jesteś na mnie zła.
Prawie roześmiała się, słysząc tę nutę dziecinności w jego głosie. Nie przerażał jej, nie teraz, leżąc w ten sposób. – Oczywiście, że jestem na ciebie zła – odpowiedziała, patrząc, jak odwraca się i spogląda na nią. – To, co zrobiłeś, było jedną z najgłupszych rzeczy, jakie kiedykolwiek przyszły ci do głowy. I nadal jestem zła za tę dziurę w ścianie. – Przez jego twarz przeszedł błysk bólu. – Ale ostatecznie, nie mogę być już zła. Może nie dziś, ani nie jutro, ani nie w przyszłym tygodniu. Ale ostatecznie.
Skinął głową, odwracając od niej wzrok po raz kolejny. Skupił się na ścianie, kiedy Rae delikatnie kontynuowała przeczesywanie jego włosów. – Też jestem wściekły na siebie.
- Zawsze jesteś zły na siebie, Harry. I to jest coś, co musisz przestać robić. Musisz wybaczyć sobie cokolwiek cię torturuje.
- Nie wiem jak.
- Nie musisz wiedzieć jak – nalegała. – To przyjdzie z czasem. Ale tylko ty możesz zmienić sposób, w jaki się czujesz. Jestem tu, aby ci pomóc, ale... nie mogę sprawić, żebyś polubił samego siebie.
Wzruszył ramionami. – Podoba mi się to, kim jestem, kiedy jestem z tobą.
To sprawiło, że na jej twarzy pojawił się uśmiech. – Idź spać, Harry.

*

Następnego dnia rano, Rae obudziła się skulona na jednej z kanap, jej plecy i stawy były sztywne, oraz przepełnione bólem, z powodu pozycji, w której spała. Ziewnęła i odwróciła głowę, aby zobaczyć leżącego Harry’ego, z rękoma złożonymi delikatnie na brzuchu i wpatrującego się w sufit. Wyglądał na zamyślonego, coś, czego Rae nigdy wcześniej nie widziała u niego z rana.
Przez chwilę wszystko, co wydarzyło się tej feralnej nocy, błysnęło w jej umyśle i zastanawiała się, czy to tylko był jakiś pieprzony sen. Ale rozglądając się wokół, zauważyła buty Nialla, pozostawione w korytarzu i rozbity ekran telefonu Harry’ego, który wypadł z jego kieszeni.
Wszystko to, co wydawało się być koszmarem, okazało się przerażająco realne. Czasami nawet zbyt realne. To było tak, jakby rzeczy, które uważałeś za niemożliwe, nagle stały się naprawdę możliwe.
Koszmary nie są snami. Koszmary są rzeczywistością, które mają miejsce każdego dnia.
- O czym myślisz? – Rae nie spodziewała się, że Harry zacznie rozmowę, więc spojrzała na niego wzrokiem, przepełnionym zaskoczeniem. Wciąż wpatrywał się w sufit, na jego twarzy nie było żadnej ekspresji, kiedy przygryzał swoją wargę. – Proszę, powiedz mi, o czym myślisz.
- Myślałam o tym, że nie jestem pewna, jakim cudem do tego doszło. – Nie było sensu kłamać. Przez twarz Harry’ego przeszedł błysk bólu, ale nadal na nią nie spojrzał. Przesunęła się tak, że mogła na niego wpatrywać się bez problemu. – Po prostu nie wiem, jak to wszystko stało się tak szalone, tak bardzo poza kontrolą. To nie jest nami. To nie jest tym, kim jesteśmy.
- A co, jeśli jest?
- To nie jest tym, kim chcę, abyśmy byli, Harry.
Spojrzał na nią. – Nadal chcesz ‘nas’?
Posłała mu lekki uśmiech. – Czy ty naprawdę myślisz, że tak łatwo mnie odstraszysz? Ale nie bierz tego jako darmową przepustkę. Musimy popracować nad tym. Nad wieloma rzeczami.
Harry powoli podniósł się z kanapy i podszedł do dziewczyny. Poruszyła się, aby wstać, ale pokręcił głową, rzucając jej poważne spojrzenie, zanim nie ukląkł przed nią, kładąc dłonie na jej kolanach i wpatrując się w jej oczy. To spowodowało, że na jej ciele pojawiły się dreszcze. Oblizał wargi, spoglądając w dół. – Wiem, że musimy popracować nad wieloma rzeczami. – Zgodził się, kiwając powoli głową. – Zobaczę się z kimś, aby popracować nad moją złością, nad moim piciem. Zrobię wszystko, co trzeba.
- Harry-
Potrząsnął głową. – Chcę, żeby to się udało. Kocham cię, Rae. Nigdy w moim życiu nawet nie myślałem, że mógłbym kogoś pokochać, ale myślę o kochaniu cię każdego dnia. Uwielbiam sposób, w jaki oddychasz, sposób, w jaki łzy uderzają w strony smutnej książki, którą czytasz, sposób, w jaki spoglądasz na obraz, nie będąc pewną, czy dany kolor jest odpowiedni. Kocham każdy szczegół w tobie. I to mnie przeraża, ale kocham to.
- Ja...-
- Dorastałem, myśląc, że nigdy nie zaznam szczęścia, że nigdy nie znajdę kogoś, kto by pozwolił mi je poczuć, wpuścić światełko do mojego serca. Ty jesteś moim szczęściem, Rae.
Nagle oddychanie stało się dla Rae niezwykle trudne. Harry praktycznie przebierał w słowach, starając się je dobrać poprawnie, ściskając w tym samym czasie kolana dziewczyny, chcąc się upewnić, że go rozumie, że mu wierzy. Wszystko, co mogła zrobić, to skinąć szybko głową i przesunąć palcami po jego policzku.
- Ja też cię kocham. Zawsze kochałam. Popracujemy nad tym.
Przez chwilę milczeli. Harry uśmiechnął się, nieco zmęczony, kładąc głowę na jej kolanach i przytulając jej nogi do swojej klatki piersiowej. – Nigdy wcześniej nie powiedziałem komuś, że go kocham.
- Nawet swojej rodzinie?
Potrząsnął głową. – Ty jesteś moją rodziną, Rae. I reszta. Oni też nią są. Są jedyną rodziną, jaką kiedykolwiek chciałem.
Pocałowała go w czoło. – Oni są jedynymi, których potrzebujesz.

*

Dwa tygodnie później

- Poważnie? – Rae spytała, siedząc przy kasie i wpatrując się, jak Harry wchodzi do środka, uśmiechając się szeroko do niej. Niósł torbę i tackę ze Starbucks’a w dłoniach, pogwizdując, kiedy promienie słońca przedzierały się przez okna w sklepie, w ten wtorkowy poranek. – Starbucks? O dziesiątej rano? Nigdy nie budzisz się przed dwunastą.
- Cóż, martwiłem się, że możesz być głodna – powiedział, stawiając torbę i napój przed dziewczyną. Patrzyła na te produkty, a następnie z powrotem na Harry’ego, który aktualnie opierał się o ladę, z uśmiechem na twarzy. – To twoje uluuuuubiooone!
- Podlizujesz się – stwierdziła z irytacją, krzyżując ramiona na piersi i wpatrując się w chłopaka. Wiedziała, że to jest prawda. Nie pozwoliła, aby u niej spał, tak samo jak ona odmawiała nocowania u niego, aby zabrał ją na randkę, kupował jej cokolwiek i odmawiała też sobie, mimo, że tak bardzo chciała go pocałować. – To już trzeci raz, kiedy wstajesz wcześniej, żeby wciskać mi bzdury na temat tego, jak bardzo się o mnie martwisz.
- Ugh. – Położył głowę na blacie, a głośny łomot rozbrzmiał w sklepie, przez ten kontakt. Rae powtarzała mu już milion razy, aby pozwolili dziać się rzeczom powoli. Z powrotem przeniosła się do nicości, bez względu na to, jak bardzo go kochała. Najpierw chciała pójść na porządną randkę, a dopóki tego nie zrobi, nie zamierzała dać się nabrać na jego sztuczki. – Co powinien zrobić mężczyzna, aby uwieść kobietę? Jestem na straconej pozycji.
Wzruszyła ramionami, biorąc napój i popijając go. Była spragniona, wbrew sobie. Spojrzał na nią z nadzieją, a ona posłała mu uśmiech. Jego twarz ponownie opadła na zimną ladę, co było dosyć zabawne. – Zrobiłeś to już raz, zrobisz też kolejny.
Harry wyrzucił głowę w górę, a następnie spojrzał na nią wzrokiem, przepełnionym wściekłością, jednak na jego twarzy znajdował się potężny uśmiech. Rae zaczęła pić wolniej, podnosząc jedną brew, gdy stał tak prosto, zabierając papierową torebkę z blatu i odwracając się. – UM, CHCIAŁAM JE.
Odwrócił się. – Harold, nie będę przyjmować prezentów, w formie przeprosin.
Zmarszczyła nos. – Wcale tak nie brzmię.
- Oh, właśnie tak brzmisz.
- Gdzie ty do cholery idziesz?
Poruszył śmiesznie brwiami. – Zorganizować naszą randkę.
- Ja nie-
- Przyjadę po ciebie, gdy skończysz pracę.
Harry opuścił sklep, a Rae poczuła, jak uśmiech wkrada się na jej usta. W końcu to zrozumiał. Na pierwszą randkę, na którą się udali, Harry praktycznie ją zmusił, nawet nie czekając na jej odpowiedź. Rae ciągle mówiła ‘nie’ wszystkim jego prośbom, czekając na właściwy moment i mając nadzieję, że wróci do pierwszego razu, kiedy zaczynali swój związek.
Rae roześmiała się, potrząsając swoimi brązowym włosami. – Zawsze wiedziałam, że to zrozumie.

♠ ♠ ♠

siemka maluchy! xx
chyba jeden z moich ulubionych rozdziałów, jest piękny :') a jakie są wasze odczucia?
przepraszam, że dodałam z takim małym opóźnieniem, ale wiadomo, niedługo zakończenie roku i muszę powyciągać jeszcze kilka ocen, więc nie miałam zbytnio czasu i siły na tłumaczenie. mam nadzieję, że to nie problem x
jeszcze 2 rozdziały i epilog do końca burn! tak tylko was przygotowuję psychicznie, hihi. ale pamiętajcie - nie rozstajemy się jeszcze z naszymi bohaterami! czeka na nas druga część, nieco bardziej emocjonalna.

miłego weekendu oraz dnia dziecka!

wasza, @yo_payno xx

40 komentarzy = nowy rozdział 

25 maj 2014

44: 'Hers'


♠ ♠ ♠

I'll stop the whole world, I'll stop the whole world
From turning into a monster, and eating us alive
Don't you ever wonder how we survive?
Well now that you're gone, the world is ours
- Monster, Paramore


   - Pewnego dnia – powiedziała beztrosko Trystan, wchodząc do pokoju – znajdę cię bez nosa wetkniętego w tą cholerną powieść. I to będzie wyczyn pełen chwały.
Rae zerknęła na nią znad książki, uśmiechając się do Trystan, gdy ta usiadła na kanapie obok niej, ciągle w roboczych ciuchach. Trystan posłała jej szeroki uśmiech, szczęśliwa, że Rae wygląda już dużo lepiej niż wcześniej. Było łatwiej, choć nie do końca bardziej szczęśliwie.
- Brzmisz niemal poetycko – droczyła się Rae, marszcząc nos i żartobliwie kopiąc Trys. Wyciągnęła się i westchnęła, odkładając książkę na kolana, przerywając czytanie. – Jak było w pracy?
Dziewczyna wzruszyła ramionami, przewracając oczyma. – Jak zwykle. Pewnego dnia zamierzam wbić szpilkę w tyłek mojego szefa. To kompletny chuj, mówię ci.
Rae zaśmiała się. Trystan nie przyjmowała z życzliwością rządzenia się wokół niej, co wcale nie było takiego dobre, jeśli było się czyimś pracownikiem. Ale Trystan była Trystan i tak jak zawsze, zrobi to, na co ma ochotę. – Z pewnością nim jest, Trys.
Ta już otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, ale przeszkodziło jej pukanie do drzwi. Wywróciła oczami i wstała, mozolnie podchodząc do wejścia, po czym zniknęła, by otworzyć. Z korytarza, Rae rozpoznała głos Louisa, był ponaglający, a jego kroki szybkie.
Wychylając się do przodu, spojrzała na korytarz, gdzie nagle pojawił się Louis, który szedł do salonu. Jego niebieskie oczy patrzyły prosto na nią i przepełnione były niepokojem. Jeszcze nawet nie wiedziała, dlaczego wyglądał na takiego wystraszonego, ale jej serce już przyspieszyło bicie i zrobiło jej się niedobrze.
- Co? – zażądała odpowiedzi Rae, wyprostowując się. Widząc taką obawę, zawsze czuła jak jej kręgosłup robi się nieco prostszy. – Dlaczego wyglądasz na tak zaalarmowanego?
- Ponieważ jestem zaalarmowany – odpowiedział, przeczesując dłońmi swoje miękkie, brązowe włosy. Jej wzrok podążał za nim, gdy zaczął dreptać wkoło, starając się wymyślić, jak zacząć. – Wiem, że ostatnią rzeczą, którą chcesz usłyszeć, to taka, która dotyczy Harry’ego, wiem to, ale musisz to usłyszeć, okej?
- Czy on-
- Nic się nie stało – odpowiedział szybko, słysząc jak obawa wkrada się w jej głos. – A przynajmniej jak do tej pory. Słuchaj, od tamtej nocy Harry siebie niszczy. Spędza czas z Seanem, bratem Leona, a to nie może znaczyć nic dobrego i jestem zaniepokojony.
- Sean? – Rae wstała, zdezorientowana. Przyłożyła rękę do czoła, jakby trzymanie głowy miało spowodować, że jej mózg będzie pracował szybciej i miało podpowiedzieć jej odpowiedź na to, o czym mówił Louis. – Sean nienawidził Harry’ego, prawda? Dlaczego miałby-
- Tak, dlaczego? Sean ma mistrzowski umysł, wiesz? – powiedział, śmiejąc się bez krzty humoru i potrząsając głową. Louis wyglądał jakby myślami powrócił do przeszłości, jego wzrok był nieobecny. – On jest bystry. I zrobiłby wszystko dla swojego brata, to dlatego pozwolił Leonowi wchodzić sobie na głowę. Sean czekał, aż ta się stanie, czekał, by złapać Harry’ego i go udupić, pociągnąć go w dół.
Serce Rae się zatrzymało. Teraz to dostrzegła. Sean był jak wąż, czarny, zimny i wijący się, zawsze czekający by zaatakować. Czekał na moment, aż Harry będzie najsłabszy, zanim mógł odurzyć go alkoholem i zrujnować.
Sean znał Harry’ego. Znał go jak własną kieszeń, wiedział, że ostatecznie między Harrym a Rae się spierdoli. Wiedział, że na ich drodze pojawiła się przeszkoda, a Harry był bezbronny tak, że Sean mógł go zniszczyć i zemścić się na nim. Pomysłowo. I przerażająco.
- Sean chce go zrujnować – drżącym głosem wyszeptała Rae. Nie mogła sobie tego wyobrazić, osoby jaką stał się Harry, bez światła, bez nikogo, kto byłby z nim. – Próbowałeś z nim porozmawiać?
- Oczywiście, że tak, wszyscy próbowaliśmy – odparował Louis, zły, że Rae to w ogóle kwestionowała. – Harry zaprosił nas na jakąś imprezę u Seana. Rae, on bełkotał i mówił, że będzie świetnie. Niall i Zayn już tam pojechali, wiedząc, że coś jest nie tak. Liam czeka w samochodzie.
- Nie mogłeś sam prowadzić? – zapytała Trystan.
Był to nieodpowiedni moment, a Louis posłał jej niepewne spojrzenie. – Prawdopodobnie zapodziałem moje klucze- kurwa, to nie pora na to! Rae, myślę, że jesteś jedyną osobą, która może go powstrzymać, aż przestanie się wymykać spod kontroli, w porządku?
Rae pokiwała głową, zanim to przetworzyła. Oblizując usta, zapytała. – Co chcesz, abym zrobiła?
- Musisz pójść ze mną – wyjaśnił, podchodząc do niej i patrząc na nią z powagą. Złapał ją za ramiona i lekko potrząsnął z nagłością. Mogła odczuć, że chciał uratować swojego przyjaciela przed życiem, którego nikt nie chciał. – I nie możesz się go bać, okej? Musisz wiedzieć, że Harry nigdy cię nie skrzywdzi. On cię kocha. Więc potrzebuję, byś była rozwścieczona.
Zmarszczyła brwi. – Co?
Wymusił nikły uśmiech. – Musisz być naprawdę, naprawdę zła na Seana. Musisz to dla mnie zrobić, ponieważ jeśli rozzłościsz Seana, to zrobi on wszystko by cię zranić, a wtedy Harry zareaguje. Rozumiesz?
Dziewczyna zamilkła, pozwalając, by milion różnych myśli przeleciało przez jej umysł. Wyobraziła sobie ciemne oczy Seana, obserwujące, jak Harry wymyka się spod kontroli. Czuła nienawiść, którą Harry odczuwał do siebie samego i poczuła jak ją to zezłościło, że każdy myślał, że mieli prawo mu to robić.
Rae pomyślała o jego rodzicach, którzy sprawili, że był tak przygnębiony, którzy odebrali mu jego szczęście. Rae miała już dość tego, że wszyscy zabierali mu jego szczęście. Męczyło ją, że  jego rodzice to robili, jej ojciec tak robił i nie zamierzała pozwolić, by jeszcze ona albo Sean mu to zrobili. Nie pozwoli na to.
- Wsiadaj do auta – warknęła, jej głos drżał jak ziemia podczas trzęsienia. Przepchnęła się obok Louisa, nadal ubrana w ładne ciuchy, które miała wcześniej w pracy, ale nie zamierzała się tym przejmować. Louis wyszczerzył się, gdy jak burza pognała w stronę wyjścia. – Zamierzam mu kurwa skopać dupę.
Przez całą jazdę samochodem, Rae robiła dokładnie to, co powiedział jej Louis. Wściekała się. Właściwie, była tak zła, że aż drżała, adrenalina kilkakrotnie nad nią górowała. Nawet łza przemknęła po jej policzku, ale zacisnęła zęby.
Trystan w kółko powtarzała Louisowi, że nie ma pojęcia, co robi. Rae była jak ogień, kiedy była zła i mogła zniszczyć wszystko, co stało na jej drodze. Rae starała się udawać, że wcale o niej nie mówią, ale wiedziała, że byli zadowoleni, że się rozzłościła.
- Nie bądź kurwa taki szczęśliwy – warknęła na Louisa, który szeroko się do niej uśmiechał. Uniósł brwi w zaskoczeniu, gdy wpatrywała się w niego. – To też boli, wiesz, bycie wściekłym. Złość nie bierze się znikąd. Złość pochodzi od bycia zranionym.
Louis był oniemiały. Było jasne, że nawet o tym nie pomyślał, więc oparł się o siedzenie. Rae z powrotem odwróciła się na miejscu pasażera twarzą do przedniej szyby, kipiąc ze złości. Nie gniewała się na Louisa. Ale musiał zrozumieć, że to nie była żadna gra. Oni rzeczywiście mieli uczucia.
Liam zatrzymał się przed jakimś klubem, którego nigdy wcześniej nie widziała. Z pewnością należał do obskurnych, a ludzie czekający na zewnątrz wcale nie wyglądali tak miło. Właściwie, gdy ich mijała, była pewna, że większość z nich miała przyćpane oczy, wszyscy byli ospali i powolni. Przeszedł ją od tego dreszcz.
Maszerując na początek kolejki, Louis po prostu podał nazwisko. Bramkarz spojrzał na listę i uniósł brwi w zaskoczeniu, gdy znalazł nazwisko Louisa. Zerknął na Trystan, nadal ubraną w czarne, luźne spodnie i białą, zapinaną na guziki bluzkę, a potem na Rae, która miała na sobie prosty t-shirt i jeansy. Z pewnością nie pasowali do tego miejsca, ale zdjął linę, kiwając głową, że mogą wejść.
Ciemność, która ją przywitała, onieśmieliła ją na moment, jej oczy zmagały się  z przyzwyczajeniem się do braku światła. Ale potem parkiet się rozświetlił, rozsyłając wkoło kolory i pojedyncze światła, a muzyka techno rozlegała się głośno w całym pomieszczeniu.
Trystan skrzywiła się. – Gruba impreza – oznajmiła, przekrzykując muzykę i zerkając na ludzi, którzy rzucali swoimi ciałami, przyciskając się do siebie w brudnym klubie. Ludzie pokryci byli potem i alkoholem, Rae wszędzie czuła tu smród. Chciało jej się wymiotować.
Zaczęli przeciskać się przez tłum, szukając kogoś, kogo znali. Na początku Rae nie miała nadziei. Nie było mowy, żeby kogokolwiek znalazła w tym miejscu. Było tak przeładowane ludźmi, że ledwo mogła oddychać. Ale wtedy zobaczyła czuprynę blond włosów i usłyszała charakterystyczny akcent.
- Niall! – wrzasnęła, wyciągając rękę do blondyna, który próbował wymknąć się z uścisku jakiejś dziewczyny. Niebieskie oczy Nialla odnalazły jej i wypełniły się ulgą, gdy Rae posłała dziewczynie mordercze spojrzenie, więc niechętnie go puściła. – Gdzie on jest?
- Dzięki Bogu, że tu jesteś – wydyszał, łapiąc ją za nadgarstek i ciągnąc przez natłok ciał. Potknęła się kilka razy, ludzie ciągle na nią nadeptywali i popychali. Ich źrenice były rozszerzone, a twarze pokryte pudrem. Lecz to wcale nie był taki puder, o jakim myślisz. – Starałem się z nim rozmawiać przez ostatnie piętnaście minut i zostawiłem go tylko, żeby cię znaleźć, zobaczyć, czy już jesteś.
- Jak źle jest? – zażądała odpowiedzi, przez co na chwilę się zatrzymali. Niall odwrócił się twarzą do niej, jego spojrzenie było pełne współczucia. Oblizał usta i potrząsnął głową. – Lepiej dla ciebie, jeśli po prostu go stąd wyciągniesz, okej?
Dziewczyna pokiwała głową i dalej szła za Niallem. W końcu przebrnęli przez chmarę ludzi, a Rae miała na sobie teraz tyle potu, który nawet nie należał do niej. Czuła obrzydzenie, ale teraz to nie było ważne. Od razu dostrzegła Seana, przez jego blond włosy był łatwy do znalezienia, gdy opierał się o ścianę, ze złośliwym uśmieszkiem na ustach.
Jej zielone oczy napotkały postać przy stole i zamarła w miejscu. Harry siedział na blacie i z leniwym uśmiechem na twarzy ściągnął z siebie koszulkę, rzucając ją za siebie. Zmroziło jej krew w żyłach, gdy położył się na plecach, a jego umięśniony brzuch napiął się, gdy dziewczyna obok niego wstała i opróżniła białą torebkę na jego brzuch, przez cały czas chichocząc.
To było jak oglądanie w zwolnionym tempie, kiedy dziewczyna uformowała kreskę, lekko całując jego skórę, zanim zrolowała banknot i pochyliła się, wciągając narkotyk z jego ciała, prosto z brzucha. Ekstremalna wściekłość wybuchła w Rae jak bomba atomowa, docierając do wszystkich rogów pomieszczenia.
Wyjście stamtąd nawet nie przyszło jej do głowy. Była zaskoczona, kiedy nagle znalazła się po drugiej stronie pomieszczenia, z dłonią ciągnącą za włosy dziewczyny i odrzucając ją od stołu, po czym przycisnęła jej ciało do podłogi. Dziewczyna z krzykiem uderzyła o beton, oszołomiona upadkiem. Nie mogła się nawet porządnie podnieść.
Rae następnie odwróciła się do Seana, który zbliżał się w jej kierunku, otwierając usta, by coś powiedzieć. Lecz ona zareagowała szybciej niż zdążył się odezwać i jej pięść poleciała do przodu, uderzając w jego nos i łamiąc go. Jej ręka bolała, ale nic nie czuła, a gdy jęknął z bólu, złapała go za włosy, gdy zgiął się w pół, używając tego jako dźwigni, by móc uderzyć kolanem w jego brzuch, tym samym zwalając go z nóg.
Sean uderzył w podłogę jako dysząca kula szoku. Jeśli by nie dygotała z furii, też byłaby zszokowana. Czysta adrenalina ją do tego zmusiła. W innym wypadku nigdy nie byłaby zdolna zrobić czegoś takiego.
Harry usiadł i kiedy jego oczy spoczęły na niej, zobaczyła w nich strach. Były prawie puste, prawie nieobecne, ale było też w nich małe światełko, malutki promyk nadziei, który rozpoznała dziewczyna przed nim stojąca. Chwyciła go za rękę i pociągnęła ze stołu, utrzymując się pod jego ciężarem, gdy owinął ją ramieniem.
Nagle ten ciężar zniknął, więc odwróciła się, by zobaczyć Zayna, który chwycił jego ramię, wyprostował i zarzucił na siebie, podtrzymując go. Zjawił się też Niall, zabierając rękę z ramion Rae i położył ją na swoje własne. Harry wyszarpywał się przez chwilę, zanim Rae uspokoiła go pojedynczym spojrzeniem.
Odwracając się, stanęła przez Seanem, który stał już na nogach, z cichą wściekłością na twarzy. – Ty mała dziwko – zaklął, łapiąc się za nos, który swobodnie krwawił. Dziewczyna, którą Rae powaliła na ziemię, teraz również już się podniosła i zataczała się w stronę Rae, ale zmaterializowała się Trystan, posyłając piorunujące spojrzenie i potrząsając głową na ‘nie’. Będąc na przegranej pozycji, dziewczyna odeszła. – Zamierzam cię kurwa zabić.
- Naprawdę, Sean? – zapytał Louis, wyskakując zza Rae. Jego ton był pyskaty, taki, do jakiego przywykła i była za to wdzięczna. Kolejne ciepło przy jej boku sprawiło, że odwróciła się, by zobaczyć Liama, który spojrzeniem rzucał pioruny w stronę Seana. – Ponieważ jak dla mnie to wygląda, że mamy przewagę liczebną i cóż, byłaby wielka szkoda, gdyby nagle pojawiła się policja, prawda?
- Byś się nawet kurwa nie odważył – warknął do Louisa z nienawiścią w głosie. – Nie, kiedy Harry też jest naćpany.
- Więc patrz – syknęła Rae, podchodząc do przodu jak lwica chroniąca swoje małe. Była w trybie drapieżnika, a Sean był jej ofiarą, którą sobie wycelowała. Twarz jej matki mignęła jej przed oczami. Wyobraziła sobie strach, który musiała czuć jej mama, kiedy mężczyzna jak Sean ją zaatakował. W Rae nie było już strachu. Była w niej czysta nienawiść i odwaga. – Nigdy więcej się do niego nie zbliżysz, nie zbliżysz się do nas. Zgnijesz w piekle jak twój brat, przysięgam. Jeśli tylko o nim pomyślisz, to cię kurwa zabiję.
Sean nic nie powiedział. Coś w sposobie, w jaki na niego patrzyła, sprawił, że było to wiarygodne. Kiedy był pewien, że nie zamierza odpowiedzieć, Rae wycofała się, zanim w końcu się odwróciła, łapiąc Harry’ego za rękę, mimo że była ona owinięta wokół Zayna.
Ruszyli razem, jak jeden rodzinny zespół. Przedzierając się przez tłum, miała nadzieję, że Harry zda sobie sprawę, że ci ludzie go kochają. Nie znała tak dobrze Zayna czy Liama, nie widziała się z nimi często. Ale pomimo tego, pojawili się tu. Mimo zachowania Harry’ego, chcieli mu pomóc. Wszyscy chcieli. A to coś znaczyło.
Na zewnątrz pojawiło się kilka jednostek policji. Rae zamrugała w zaskoczeniu, ale Liam uśmiechnął się złośliwie, gdy pomagał Harry’emu wsiąść do auta, policjanci przeszli obok, niezainteresowani. Rae posłała mu pytające spojrzenie, a on raz kiwnął głową. Więc to Liam się tym zajął.
Wślizgując się do samochodu, Rae pozwoliła Harry’emu, by jego ciało oparło się o nią. Prawie ją miażdżył, ponieważ przez to jak był pijany, nie utrzymywał się. Mogła to wyczuć od niego, a śmierdziało strasznie. Ale ciągle był jej Harrym. Tylko jej i nikogo innego.
Gdy drzwi się zatrzasnęły, spojrzał na nią nieznacznie, rozproszonym wzrokiem. – Nic nie wziąłem, wiesz – wybełkotał bardzo powoli, język mu się plątał, gdy szukał odpowiednich słów. Była cicho. – Narkotyków.
- Okej.
Zamilkł na moment. – Kocham cię.
Rae spojrzała na niego i zobaczyła, że jego oczy były teraz skoncentrowane. Zerknął na nią, z głową ciężką jak cegła, leżącą na jej ramieniu. Oblizała usta i przytaknęła. – Ja ciebie też.

♠ ♠ ♠

hej misiaki! x
Rae jaki obrońca XD
przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale byłam odwiedzić koleżankę w szpitalu i wróciłam dosyć późno, a rozdział, który miał aż 5 stron, nie był jeszcze skończony. to chyba jeden z dłuższych, które mi się do tej pory trafiły ;x ale wczoraj i tak jeszcze nie było 40 komentarzy, więc chyba dużo nie straciłam xd

mam nadzieję, że się  podobało, dajcie znać, co myślicie :)
pozdrawiam! 
@another_camille

40 komentarzy = nowy rozdział